Cytat:
Dotychczas sądziliśmy, że egzaminatorzy z Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi to kierowcy, którzy wzorowo i nienagannie zachowują się na jezdni.
Okazało się, że byliśmy w błędzie. Kiedy przez kilka dni podążaliśmy za nimi redakcyjnym samochodem, by zobaczyć, jak zachowują się za kierownicą ci, którzy na co dzień decydują o losie kursantów, nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom!
Ponad przepisami
Wszyscy egzaminatorzy, za którymi jechaliśmy, przekraczali prędkość średnio od 15 do 30 km/h. Przestrzegali ograniczeń tylko wtedy, gdy musieli, jak wszyscy, wlec się w korku. Na pozostałych odcinkach pozwalali sobie na ułańską szarżę. Zmiany pasów ruchu bez włączania kierunkowskazu to w ich wykonaniu standard. Nie zatrzymują się przed tzw. zieloną strzałką. Ale to jeszcze nic - egzaminatorzy z łódzkiego WORD przejeżdżają skrzyżowania przy czerwonym świetle!
Konkrety? Proszę bardzo. Za kierownicą srebrnego peugeota siada egzaminator. Dynamicznie wyjeżdża sprzed siedziby WORD przy ul. Smutnej. Jedziemy za nim. Pan egzaminator wyraźnie się spieszy, bo wskazówka prędkościomierza nie schodzi poniżej 70 km/h, choć jedziemy m.in. ul. Wojska Polskiego - gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/h. Na skrzyżowaniu z ul. Franciszkańską zapala się czerwone światło. Egzaminator zwalnia i nie wiadomo dlaczego, niezgodnie z przepisami staje już za sygnalizatorem, na przejściu dla pieszych.
Kolejne rażące wykroczenie popełnia na ul. Limanowskiego. Choć samochody stoją za tramwajem, który podjechał na przystanek, egzaminator zjeżdża na prawo i tuż przy krawężniku omija pojazdy. Gdyby zamiast naszego redakcyjnego auta za peugeotem egzaminatora jechał policyjny samochód z wideokamerą, kierowca mógłby się pożegnać z prawem jazdy.
Nie dla niego czerwone...
O wiele szybciej prawo jazdy straciłby inny egzaminator, który swoją skodą octavią razem w dwoma kolegami po fachu mknął w kierunku Konstantynowa. To co wyprawiał na drodze, można by pokazywać na kursach organizowanych przez WORD dla osób, które redukują punkty karne i uczą się na nich, czego nie wolno robić. Egzaminatorzy dwukrotnie przejechali skrzyżowania na czerwonym świetle - najpierw przy ul. Jaracza i Piotrkowską, a następnie Konstantynowskiej i Krakowskiej.
Demon prędkości
Kolejny "as" kierownicy to egzaminator podróżujący fiatem stilo. Jeździ bardzo niepewnie i chaotycznie - tak, jakby nie wiedział, dokąd podróżuje. Np. włącza kierunkowskaz w lewo na skrzyżowaniu ulic Narutowicza i Wierzbowej, by za chwilę go wyłączyć i pojechać na wprost. Zupełnie nie zważa na ograniczenia prędkości. Na "pięćdziesiątce" potrafi mknąć nawet 80 km/h. Podczas zmiany pasów ruchu zapomina, że w samochodzie są kierunkowskazy. To dziwne, bo według instruktorów nauki jazdy, właśnie ten egzaminator potrafi oblać kursanta, gdy ten podczas egzaminu dwa razy zapomni włączyć "kierunek".
* * * * *
Panowie egzaminatorzy! Skoro na każdym kroku podkreślacie, że kursanci są źle wyszkoleni, słabo przygotowani, łamią przepisy i dlatego w Łodzi jest tak niska zdawalność (waha się między 25 a 30 procent), powinniście sami dać przykład, jak należy jeździć. Tymczasem to, co wyprawiacie na drogach, dyskwalifikuje was nie tylko jako osoby egzaminujące, ale przede wszystkim jako kierowców.
Instruktorzy i właściciele łódzkich szkół nauki jazdy z oburzeniem zareagowali na stwierdzone przez nas przypadki nagminnego łamania i ignorowania przez egzaminatorów przepisów ruchu drogowego. - To skandal - mówi Mieczysław Karbowańczyk, wieloletni instruktor nauki jazdy. - Egzaminatorzy uważają się za nadludzi. Myślą, że wszystko im wolno. Potrafią oblać zestresowanego młodego kierowcę, bo ten nie włączy kierunkowskazu, a sami jeżdżą na czerwonym świetle. Zachowują się, jakby wszystkie rozumy pozjadali, a na drodze popełniają błąd za błędem.
No cóż......godne naśladowania :D :D :D