-
Fakt z tym moim opisem raczej dla kształcącego się kursant za bardzo nie przydatny na początek :D
Tak ja pisze lupus, zawsze hamulec pierwszy potem sprzęgło, raz że pomagasz hamulcowi bo samochód nie jest na luzie tylko trochę hamuje silnikiem, dwa jeśli zajdzie konieczność nagłej zmiany kierunku albo będziesz musiał nagle przyspieszyć masz zawsze moc pod pedałem gazu bez konieczności bawienia się wtedy sprzęgłem bo na dodatek, że szybko puścisz sprzęgło w stresie chcąc odjechać to obroty podczas hamowania spadną na 1000 obrotów bo prawa noga będzie na hamulcu i zamiast przyspieszyć samochód zdławisz.
Jesli Ci takie brednie mówił instruktor na kursie, że najpierw sprzęgło potem hamulec to pomyśl o zmianie. Raz, że chłop sam nie wiem jak jeździć to uczy Cię złych nawyków, które potem niestety będzie ciężej wyplenić niż teraz nauczyć się raz a dobrze.
Pzdr
-
Instruktor jest tu bez winy, we mnie kołaczą gdzieś jakieś rzeczy, które zapamiętałem sobie jeżdżąc z ojcem po leśnych drogach. Możliwe, że używał skrótów myślowych, co zapamiętałem jako regułę. Z kolei instruktor widział, że jeżdżę, płynnie do tego, więc nie patrzy mi na pedały, przypuszczam.
Najbliższe jazdy w przyszłym tygodniu, dam znać, co z tego wszystkiego wyszło. Dzięki za pomoc :)
-
nie musi patrzeć na pedały bo ma swoje i czuje :) rób tak jak koledzy wyżej piszą to wszystko będzie ok :)
-
Dzięki za pomoc, sprawdziłem wszystko w praktyce, teraz i hamowanie silnikiem, i sprzęgło z hamulcem są już opanowane :)
Jeszcze raz muszę podkreślić, że tu nie było winy mojego instruktora, gdy mu powiedziałem o tych hamulcach, to mi wszystko ładnie wytłumaczył od strony technicznej. I tak by mi to powiedział, tylko nie po czterech godzinach jazdy, tylko trochę później ;)