Ależ to nie moja wina, że takie są spory prawne. Dla niektórych może się to wydawać tylko przysłowiowym biciem piany, ale dla innych może to byc ciekawy temat. :D
Oczywiście udowodnienie kursantowi winy (nikt nie wymaga od niego umyślnego działania, wystarczy że wykaże się niedbalstwem tj. niezachowaniem starannosci w swoim zachowaniu) i w szczególności braku możliwosci zapobiegniecia szkodzie przez instruktora i tym samym brak przyczynienia sie przez niego do wyrządzonej szkody, może być niezmiernie trudne - a czasem wręcz niemozliwe. (cały czas mam na myśli przykład z wjechaniem do rowu)
Szanuje twój pogląd, co do braku odpowiedzialności kursanta, mimo że sie z nim nie zgadzam. W każdym razie rozważanie dalej abstrakcyjnych sytuacji jest bezcelowe .