Dualizm rozumienia tego 'prosto' polega na tym, że wjeżdżając na rondo z prawego pasa wjazdowego na prawy pas ronda, z zamiarem jazdy 'prosto' musimy przeciąć lewy pas wyjazdowy a przy wyjeździe - 'prosto' - już ma być 'normalnie'...
Printable View
benek napisał:
Bonifacy bardzo ładnie Wam wytłumaczył gdzie na rondzie i tak w ogóle jest prosto, gdzie jest w lewo i w prawo, ale niektórzy nie mogą, a może nie chcą zrozumieć, że to wszystko jest takie oczywiste.Cytat:
Na tym rondzie nie wiadomo co oznacza znak 'prosto' na pasie ronda - czy zjazd z ronda 'na wprost', czy jazda 'prosto' pasem wokół wyspy.
Danielb napisał:
Nie masz. Przeczytaj uważnie co wcześniej napisał Bonifacy.Cytat:
no to przed zjazdem powinien być znak na prawym pasie jazda prosto i w prawo... wtedy prosto oznaczaloby dalej jazda po rondzie a w prawo zjazd. nie mam racji?
nikt takiego zdjęcia nie pokazywał. Byl link że można prosto lub w prawo. Teraz to całkiem inna sytacja ale wg mnie te znaki burzą porządek jaki jest na wiekszości skrzyżowaniach. Może to coś w rodzaju ronda turbinowego- tak było by łatwiej- ale chyba jakaś podróbka. ale nie ma wątpliwości że pojazd na prawym pasie nie może jechać w koło.Cytat:
że z tego pasa możemy pojechać jedynie na wprost.
Dzisiaj składam apelacje do sądu, jestem przekonany o swojej racji, zresztą od początku byłem, czekałem na rozprawę a wyrok przyszedł pocztą bez żadnej rozprawy z udziałem stron. niewiadomo ile to potrwa ale wrzuce informacje tutaj jak sie to skończyło. dzieki za odpowiedzi!
W zasadzie to masz rację. Pojazd na pasie prawym, jeśli nie wjechał miniętym dopiero co wjazdem, powinien razem z Tobą zjeżdżać. Pojazd, który miniętym wjazdem, z pod znaku A-7, wjechał, nie widząc Twojego lewego 'migacza', powinien Ci ustąpić, jeśli chciałby jechać 'prosto'. Problemem tu jest wielkość tego ronda i nie wiadomo na jakim odcinku od znaku A-7, sąd uzna tego znaku działanie... Nie ulega wątpliwości, że zjazd z pasa lewego, tu, jest dopuszczony prawem.
Ludziska biorąc pod uwagę ogólne przepisy ten z prawego powinien zjechać pierwszym lub drugim zjazdem. Jeżeli tego nie zrobi należy mu się mandat, ale tak czy siak winnym kolizji będzie ten z lewego, bo on zmienia pas ruchu i to jest przyczyna kolizji, a nie to że ten z prawego zajął zły pas przed rondem jeżeli chciał pojechać dalej!
Poza tym jeszcze jedno. Wyobraźmy sobie taką sytuację.
Niebieski i żółty wjeżdżają na rondo tym samym lewym pasem, jeden za drugim. Niebieski ma zamiar pojechać w swoje "lewo" a żółty "prosto". Niebieski zmienia pas na prawy już po pierwszym zjeździe (przecież może tak zrobić) i na kolejnym dochodzi do stłuczki. Czy ten żółty miał prawo nie puścić tego z prawego pasa?
http://images.tinypic.pl/i/00590/tqfzvv89kj47.jpg
I jeszcze jeden materiał wideo:
http://moto.onet.pl/nadrogach/jak-je...-nie-tak/z9l0w
Wiem, że znowu powiesz, że to nie to rondo, nie te znaki itp. Niestety zasada jest ta sama.
Moim zdaniem ma, choć ja bym się nie upierał (toć to moje życie, zdrowie i mienie). Jeśli ten na prawym pasie chce kontynuować jazdę po rondzie powinien przed wjazdem na pas wyjazdowy, zmienić pas na lewy (oznakowany lewo + prosto). Jadący pasem lewym widzi te same znaki co ten na prawym i spodziewa się jazdy zgodnej z nimi. Po wjechaniu już na prawy pas wyjazdowy, musi nim jechać a jeśli coś kombinuje to musi ustąpić jadącemu na pasie lewym (czyli też lewy 'migacz'), zgodnie z art. 22u4.... Problemem tu jest powszechne przekonanie i 'wiedza', że na rondach jedziemy 'zawsze prosto' choć po łuku co niekoniecznie pokrywa się z tutejszą rzeczywistością.
Zrozum, że to ten z lewego zmienia pas ruchu, a nie ten na prawym. Tyle w temacie.