Witajcie!

Otóż manewr wyprzedzania, jak każdy wie, należy do najbardziej niebezpiecznych manewrów wykonywanych na drodze. Jest on również dokładnie (???) opisany w PRD. Jednak zauważyłem jedną nieścisłość, którą chciałem właśnie poruszyć na forum.

Otóż sytuacja jest następująca:
Jadę sobie trasą np. Warszawa-Katowice, czyli dwujezdniową, o dwóch pasach w każdym kierunku. Jadę prawym pasem, przede mną jedzie również inny samochód (pojazd 1). Jedziemy prawidłowo, jeśli chodzi o prędkość. W pewnym momencie, pojazd 1 zaczyna zwalniać. W związku z tym zmieniam pas ruchu na lewy (abyście się nie czepiali załóżmy, że ja szykuję się do skrętu w lewo). Ja jadę cały czas TĄ samą prędkością, a pojazd przede mną ciągle zwalnia (np. chce się zatrzymać). Wszystko pięknie, jednak obaj ominęliśmy znak B25 (zakaz wyprzedzania). Pytanie moje jest takie: Jak w tym momencie jest traktowany mój manewr?
Ja jadę stałą prędkością lewym pasem, kierowca jadący przede mną zwalnia. "Mimo chodem" zaczynam go wyprzedzać - czyli łamać znak B25. O omijaniu nie ma mowy, ponieważ omijanie to: przejeżdżanie (przechodzenie) obok nieporuszającego się pojazdu, uczestnika ruchu lub przeszkody; Pojazd nr 1, cały czas się porusza (tyle, że zwalnia), więc omijanie to nie jest.
Teoretycznie jest to wyprzedzanie:
wyprzedzanie - przejeżdżanie (przechodzenie) obok pojazdu lub uczestnika ruchu poruszającego się w tym samym kierunku; przejeżdżam obok pojazdu nr 1 poruszającego się w tym samym kierunku (on zwalnia).

Wniosek z tego, iż powinienem również i ja zwalniać, aż do momentu zatrzymania się pojazdu nr 1, i wtedy prawidłowo mogę go ominąć (bo już się nie porusza). Czy dobrze interpretuje przepisy?



Co sądzicie o takiej sytuacji? Może czegoś nie uwzględniłem?


Pozdrawiam!
Seb.