Pokaż wyniki od 1 do 10 z 13
-
10-07-2012, 21:38 #1Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.07.2012
- Postów
- 3
Pierwsze godziny - kiepskie początki i koszmarny instruktor
Po pierwsze witam na forum. Od poniedziałku zacząłem jazdy. Ogólnie nie miałem w ogóle żadnej styczności z prowadzeniem samochodu oraz nie interesuje się motoryzacją.
W tej chwili mam już przejechane 2 godziny. Wiadomo, że początki nie są łatwe. niestety też źle trafiłem z instruktorem.
Ogólnie instruktor jest jednym słowem w gorącej wodzie kąpany i strasznie nerwowy. I chyba nastawiony na to, że po kilku godzinach nabiorę wprawy.
W sumie o jego charakterze mówiło już to, że wyjeżdżając z parkingu ostro przyspieszał, po kilku sekundach od wjechania na główną, miał w środku miasta na liczniku z 60. Jak dojeżdżał do skrzyżowania a widział, ze inne auto stoi, najpierw ostro ruszył do przodu, potem dość gwałtownie hamował. Była to toyota Yaris.
Co do samego początku jazd i pierwsza godzina:
Nie wiem czy tak powinno się robić, ale miał wiedzę, że w ogóle nie wiem jak się autem kieruje. Krótki wstęp teoretyczny, jesteśmy za miastem na drodze przy lasku, niedaleko osiedli. Chyba był nastawiony na to, że od razu dobrze pojade.
Ruszanie z miejsca i kiepsko mi szło. Strasznie ciężko mi wyczuć na ile puścić sprzęgło, dodawanie gazu (albo za mało albo za dużo).
Kilka zgaśnięć dalej i po raz pierwszy auto ruszyło. Dość gwałtownie a ja nie upewniłem się czy coś jedzie, nie wrzuciłem kierunkowskazu. Wylądowałem prawie w rowie, na sąsiednim pasie, zapomniałem skręcić kierownicą, auto zgasło. Kilka zgaśnięć później udało mi się szarpanym ruchem auto ruszyć. Drogą prostą przed siebie w miarę udało mi się wczuć i trzymać się swojego pasa. Od czasu do czasu byłem upominany o nie wjeżdżaniu na krawężnik (z tego auta nie za bardzo widziałem czy prawa strona już wjeżdża na krawężnik) Od czasu na czasu za bardzo zjeżdżałem na drugi pas. Nie wspominając o tym jak coś z naprzeciwka nadjeżdżało to wolałem nieco w bok się usunąć i wjechać na krawężnik niż się za blisko "spotkać". Ciężko było oceić - z prawej strony za blisko nie widać co się dzieje, czy nie za blisko krawężnika z lewej ciężko powiedzieć czy już nie wjeżdżam na pas (żadnych pasów nie było nigdzie namalowanych).
Ogólnie miałem jechać dość szybko - 40-50 km/h jak na pierwszy raz chyba za szybko, droga też nie była najlepsza, miejscami było gęsto łat i dziur więc nieco całym autem rzucało. było też ograniczenie prędkości do 40, on kazał mi jechać 45. Na ostrzejszym zakręcie oczywiście za słabo skręciłem i było niezbyt fajnie. Wjechaliśmy na osiedle, rowerzyści na ulicach, dzieci na chodniku, czasami na drodze. staram się redukować prędkość, na zakrętach zapominam kierunkowskazu, rozejrzeć się. Z daleka widzę przez środek drogi ludzie przechodzą, a on każe mi przyspieszać
Potem musiałem po rozkopanym terenie przejeżdżać z ruchem wahadłowym, jeden pas wyłączony. Potem zawrócenie na parkingu. Znowu przez roboty, potem jakieś auto zaparkowane nie wiem czy to było już na poboczu czy na jezdni (pół na pół z większością na poboczu), jadę koło niego, instruktor oczywiście, że omijałem, nie włączyłem kierunkowskazu. Potem kazał wyprzedzić rowerzystę (geniusz
) no ten manewr jakoś mi przynajmniej wyszedł. Cały czas pamiętałem, że było ograniczonej do 40 więc starałem się nie przekraczać - ten mówi, że po co ja się wlecze, byłem skupiony na jeździe przed siebie i prowadzeniu samochodu, patrzenie na prędkość auta (ciężko na tym wyświetlaczy tak daleko usytułowanym że właściwie nie widziałem kierownicy) i czy nie jadę za bardzo w lewo/prawo a ten mówi że już 2 skrzyżowania mineliśmy. Z całego stresu zapomniałem o części przepisów, te skrzyżowania to były małe drogi, właściwie wiejskie a ja bylem skoncentrowany na jeździe więc po prostu nie zauważyłem. Starałem się jechać w miarę powoli, inne auta mnie wyprzedzały, instruktor co jakiś czas opieprzał, żeby szybciej. Potem kazał jechać drogą z pierwszeństwem - popatrzyłem jak ta droga przebiega i tak pojechałem. Niedługo potem było kolejne rozwidlenie, nieoznaczone. Ja byłem zupełnie zdezorientowany, nie wiedziałem gdzie jechać, zapatrzyłem się i pojechałem na wprost nie skręcając zatrzymując się gwałtownie niedaleko muru. Okazało się że tam gdzie po lewej już chciałem skręcać był zamknięty szlaban. No i znowu opieprz, instruktor nie wytrzymał zamiana miejsca i na dziś koniec.
Na drugi dzień podobnie, ta sama trasa, włączyłem się do ruchu po kilku zgaśnięciach szarpanym ruchem. Znowu krawężniki, ominąłem zaparkowane auto, włączyłem kierunkowskaz to mnie opieprzył że za mały odstęp bo 1m ma być (gdzie tam u mnie na 2 godzinie ocena odległości przy prędkości 40+ ja nawet porządnie z miejsca ruszyć nie umiem ani do końca zapanować nad samochodem) na dość ostrym zakręcie ja próbuje przychamować a on karze mi jeszcze przyspieszać. Jakieś dzieci w oddali przebiegają przez jezdnie a ten też mi każe szybciej. Na dość ostrym zakręcie, pełnym dziur i wybojów kolumna pieszych dzieci staje tuż na końcu chodnika przy krawężniku - po prostu genialny koleś. Nawet skręcania nie mam dobrze opanowanego, bo kiedy, za słabo albo za wolno robie. Akurat tutaj sobie poradziłem. Miałem się w strefie zamieszkania na skrzyżowaniu zatrzymać - skrzyżowanie wprost genialne, bo linia budynku z prawej strony kończy się dopiero na skrzyżowaniu - trzeba do połowy na nie wjechać. Oczywiście nawet nie miałem kiedy porządnego hamowania poćwiczyć nie wspominając o teorii (może raz wspomniał podczas jazdy wcześniej, ale tego nie zapamiętałem) i oczywiście auto zgasło. Potem ruszyliśmy to za słabo znów skręciłem (niby tak lekko zawsze skręcało a tu trzebało kierownicę do oporu - tego w ogóle nie miałem opanowanego). Jadąc dalej chciałem wyprzedzić rowerzystę a ten mi wyskakuje że gdzie ja to robię - taka fajna droga, że w chwili zamiaru wyprzedzania nie widziałem, dopiero gdy gość powiedział zauważyłem znaki - był tunel. Z innych rzeczy podczas tej jazdy można by jeszcze wymienić zatrzymanie na wysokości znaku oraz na skrzyżowaniu aż do dobrej widoczności - oba za blisko. Podczas lekkiego skrętu, widzę że w odległości nie większej jak 20m już wlecze się następne auto więc noga z gazu, wytracenie prędkości a on gada żeby przyspieszać. Oprócz tego wpadłem w kilka większych dziur i auto podskoczyło nieco.
Ogólnie opisując - Na pewno nie będę zbyt miło wspominał początków moich jazd. Sukcesem było to, że ruszyłem i jakoś po tej drodze jechałem. Co można powiedzieć o instruktorze: niecierpliwy, oczekiwał szybkiej nauki. Narzekał na małą prędkość, często ganił mnie na sposób trzymania kierownicy (trzymał jakoś inaczej, za 5 pierwsza, trzymając głównie zagiętymi palcami oprócz kciuków.) Ja spięty za mocno tą kierownicę ściskałem i ciągle mnie opieprzał za to, albo za słabo zaginałem palce. Kilka razy przy zmianie biegów sprzęgło było wciśnięte do końca jak sądziłem, ale musiało być jeszcze kilka milimetrów, chrupło i wtedy było....
Podczas drugiej godziny jazdy, uwagi w stylu "gdzie jedziesz" "po co jedziesz na krawężnik" "mocniej przyspieszaj" "kręć tą kierownicą" odpowiadałem, że przecież kręce, gazuje (gazowałem powoli) tu ze stresu wrzuciłem nie ten bieg. I ogólnie odpowiadałem że właśnie to robię, albo że wcale tego zrobić nie chciałem. Że opanowanie tego zajmie mi trochę czasu. W końcu odpowiedział mi, żebym nic nie mówił tylko słuchał co się do niego mówi i robił to. Potem zaczął kląć, pod koniec powiedział mi prosto z mostu, że go wk****am. Gdy coś próbowałem odpowiedzieć, to mówił, żebym przestał się śmiać (ja zestresowany i jeszcze się śmiać, gadał tak jakbym ze śmiechem na ustach mu odpowiadał, ja odpowiadałem normalnie). Instruktor musi chyba mieć jakieś niemieckie korzenie, zważając po nazwisku oraz charakterze.
Poprosiłem o zmianę instruktora i od piątku będę jeździł z innym.
Powinien być cierpliwy, przecież początkujący tak mają, traktował mnie co najmniej jak bym już miał zdany egzamin.
Co można powiedzieć o mnie: Byłem zestresowany, to chyba normalne. Zostałem wrzucony na głęboką wodę. Zupełnie nowych rzeczy dość długo się uczę. rzeczy, które mi koszmarnie idą: ruszanie z miejsca i zatrzymywanie pojazdu (tutaj was proszę o rady i techniki), reszta błędów to za blisko którejś z krawędzi (to z czasem się wyczuje), podczas ruszania za szybko sprzęgło puszczam i za słabo/za mocno dodaje gazu. nie do końca wyczuwam skręcanie auta i też za mocno albo za słabo. Potem wyższe biegi od 2 idzie dobrze i właściwie zwalniam sprzęgło. Problem się pojawia przy redukcji biegów. Ogólnie umiem się dobrze skoncentrować na jednej rzeczy, ale na innych zaniedbuje skupienie, popełniam banalne błędy o czymś zapominam. Na pierwszy raz na początek dostałem już zadanie włączenia się do ruchu publicznego z dość dużą szybkością i od razu miałem się wczuć w odległości i sterowania pojazdem. Jednocześnie zwracać uwagę na znaki, pieszych, rowerzystów, inne samochody. Miejscami droga była trudna, jeszcze do tego kierunkowskazy. Potem obszary zabudowane i zamieszkałe. Miałem trudne zadanie i nie dziwie się że nie podołałem, mam nadzieje że z innym instruktorem będzie lepiej. Czekam na wasze opinie o tym instruktorze, sposobie uczenia jazdy, oraz czekam na wasze rady.
-
11-07-2012, 10:44 #2
Nikt nie rodzi się geniuszem, ale trochę szkoda, że instruktor nerwowo podchodzi do szkolenia.. To odpycha kursanta, zamiast zaciekawiać z każdą godziną ..
Potrenował by najpierw ruszanie na placu - na drodze niepotrzebny stres wprowadza, a juz i tak jest wielki ..
Rada - nie przejmować sie .. Z każdą godziną będzie lepiej szło .. gwarantuję ..
Pozdro
P.S. Ten opis to pasuje raczej do bloga .. Chyba nie chcesz tu relacjonować każdej godziny swojej jazdy .. Albo w wiekszym skrócie ..
-
11-07-2012, 12:14 #3Nowy użytkownik
- Dołączył
- 05.07.2012
- Postów
- 2
-
11-07-2012, 12:37 #4Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.07.2012
- Postów
- 31
-
11-07-2012, 22:20 #5Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.07.2012
- Postów
- 3
Jak pisałem wcześniej, nerwowy był i to bardzo. Na pewni się tym za bardzo nie przejmuje, zauważam że już druga godzina jazdy i szło nieco lepiej. Natomiast instruktor bardzo mnie zniechęcił, podziękowałem mu i zapisałem się do innego, jazda z nowym instruktorem w piątek. Muszę na prawdo dobrze dopracował jeszcze hamowanie i ruszanie z miejsca bo idzie mi to na prawdę kiepsko i na drogę z tymi umiejętnościami bym się nie pchał. Przy mocniejszych skrętach też mam duży problem z wykręceniem auta na prosty tor. Od początku jazd placu nawet nie widziałem. Musiałem jechać z dość dużą prędkością jak na pierwszy raz, uważać na tor jazdy, uważać na znaki i innych uczestników ruchu i patrzeć na właściwe trzymanie kierownicy. Instruktor na prawdę oczekiwał ode mnie cudów i szybkiej nauki a ja się oswajam powoli a jak się na czymś koncentruje to mocno na jednej rzeczy, z resztą już gorzej.
-
12-07-2012, 10:52 #6Musisz ćwiczyć też podzielność uwagi - jest to konieczne..
Napisał ubidragon
Trzeba patrzeć daleko przed siebie, starać się przewidzieć manewry innych, mieć pod kontrolą kierunkowskazy, tor jazdy itp - za chwile musisz też się nauczyc obsługi wycieraczek, zmiany świateł i panelu radiowego - kompa na kokpicie ..
-
12-07-2012, 11:41 #7Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.07.2012
- Postów
- 31
-
12-07-2012, 11:46 #8
-
13-07-2012, 12:02 #9Od dawna na forum
- Dołączył
- 19.09.2011
- Postów
- 469
-
13-07-2012, 14:03 #10Nowy użytkownik
- Dołączył
- 13.07.2012
- Postów
- 9


Odpowiedź z cytatem


Bookmarks