Witam wszystkich
W piatek odebrałam prawko (zdane za 2 razem). Dzisiaj pierwszy raz jeździłam (w sumie jakieś 20km poza miastem i 3 w mieście). Poza miastem było całkiem ok chociaz za chiny nie mogłam sie przyzwyczaić do samochodu mojego chłopaka (do tej pory tylko Pandą jeździłam) a on ma Forda Mondeo. Dla mnie to ogromniasta różnica. I było fajnie do czasu skrętu w lewo, z górki. Chłopak powiedział do mnie żebym wyłączyła bieg (potem wyjaśnij że mu o redukcję chodziło), ja spanikowałam bo byłam na górce, bałam sie że zjadę do tyłu. Niby gorkę mam opanowaną i nigdy z nią problemów nie było, ale też nigdy na gorce nie skręcałam od razu w lewo. I jeszcze ten trbiący za mną tir. Masakra. Jakoś wyjechałam wreszcie, ale potem wypadłam z samochodu i dalej jechać nie chciałam.
Po długim przekonywaniu wsiadlam i juz bez przeszkód dojechałam do domu.
No i jestem choelrnie zła, na siebie że spanikowałam, na chłopaka i na tego tira też. Chociaż głównie na siebie. Napiszcie czy wy też mieliscie takie trudne początki. Co prawda nikogo nie zabiłam, i jechałam na 5-tce czego nigdy nie robiłam, ale mogło być lepiej. [/b]