Naukajazdy.pl - Serwis dla kursantów i ośrodków szkolenia kierowców.


Strona 2 z 2 PierwszyPierwszy 12
Pokaż wyniki od 11 do 13 z 13
  1. #11
    Od dawna na forum
    Dołączył
    19.09.2011
    Postów
    469


    kursant powiedział mi, że jasniej mówi, lepiej omawiam sytuacje i potrafię to przełożyć na praktyke oraz poprzeć żywym przykładem, więc sympatia tu nie ma takiego znaczenia.
    a jesli nie o mnie chodzi tylko o autora wątku to jasno napisał co było nie tak i nie można mu wierzyć, jak ma się nauczyć skoro instruktor wyzywa go o sprzęgło?? ciagle tylko boi sie o auto (pewnie wyręczał go w większości manewrów aby być pewnym że wszystko będzie ok) i mówił o wszystkim ale nie o jeździe??
    kursant idzie do profesjonalisty i od razu widzi różnice. potrafi ocenić i to właśnie zrobił. nie nalezy go za to potępiać i mówić, że nie jest w stanie sam ocenić swoich umiejętności.

  2. #12
    Od dawna na forum
    Dołączył
    16.12.2009
    Postów
    362


    Powinienes wiedziec, ze wlasnie wszystko zaczyna sie wlasnie od pierwszego kontaktu, czasami nawet telefonicznego, wiec nie do konca tak jak piszesz ( poparte praktyka ). W moim przypadku mam doczynienia z kursantami z dwoch roznych kursow - intensywnego i normalnego. Kursanci z kursu intensywnego przyznawani sa szkolacemu nie widzac sie wzajemnie na oczy i w tych przypadkach sa najwieksze problemy miedzyludzkie, zmiany sa czestsze niz w przypadku normalnego kursu gdzie kursant sam wybiera sobie szkolacego. ( Na zasadzie widzialy galy co braly - lol ). Tak wyglada to w przypadku wiekszej szkoly w przypadku jednoosobowej jest jak jest.

    Po czesci ne neguje wypowiedzi autora, bo jego odczucia napewno saprawdziwe, nie czol sie dobrze.

    Prowadzac nasza dalsza dyskusje, musial bym wiedziec czy szkolisz na aucie wlasnym czy cudzym ?

    Co do wyreczaniakursantow, hmmmm, mam sprzyzowanie na ktorym ze wzgledu na oszcednosc czasu musze zawrocic, jest tak male, ze zaden z dotychczasowych kursantow ( nawet tych ktorzy przyszli do nas po niezdanym egzaminie z innego ii na tyle dobrze jezdza ) nie potrafia zmiescic sie na jeden raz - albo najezdzaja na kraweznik albo zmuszeni sa cofnac ) w tym przypadku pomagam. To, ze boje sie o swoja wlasnosc jest chyba sam przez sie zrozumiale, jezeli kursant rozbije mi warszta pracy, to jestem bezrobotny !

    KUMASZ ? ? ?

    Potepiac autora / kusanta nie potempiam, a celem jest wyszkolenie i zdobycie PJ. Tez zdarza mi sie ponawijac kursantowi o dupie Maryny ale jest to celowe aby go rozproszyc i stwierdzic, jak radzi sobei podczas jazdy ze stresem , rozproszeniem poprzez wlasnie rozmowe ( oczywiscie nie od razu ale w pozniejszej fazie szkolenia. )

    CO do kursanta, to nie zawsze idzie tam gdzie pojsc powinien, spora liczba liczy na fun podczas nauki. Fun i owszem, ale napewno nie na poczatku a raczej w koncowej fazie szkolenia kiedy wszystko juz wychodzi / jest robione poprawnie. Nauka nigdy nie jest latwa, szybka i przyjemna z regoly jest to ciezka praca nad soba ktora nie przychodzi latwo i o tym nie nalezy zapominac. Sporo kursantow idzie do mojego przelozonego gdzie jest faaaaajnie, bo jest wesolo i niema duzo krytyki, a po oblanym egzaminie laduja u mnie i stwierdzaja sami, ze niewiele zostali nauczeni bo wymagania sa duzo wieksze, za to egzamin duzo latwiejszy.

    Dlaczego jest tak a nie inaczej, po czesci dlatego, ze po kursie swierzy instruktor nie majac zupelnie pojecia zostaje rzucony na kursanow bez jakiegokolwiek przygotowania jak to wlasciwie sie szkoli. Nowe przepisy to wyeliminuja.

    pozdro

    .

  3. #13
    Od dawna na forum
    Dołączył
    19.09.2011
    Postów
    469


    masz całkowita racje w tym co teraz napisałeś, niestety wcześniej wszystkich postawiłeś po jednej stronie a tak sie nie da. należy przyznać, że w naszym fachu są olewusy i kursant jest w stanie takiego zauważyć, takim przykładem może być moja żona, która zrobiła kurs, nie zdała 3 razy, ja mówi idziemy do innego osrodka zweryfikować wiedze, ona na to, że nie bo WOJTEK mówi, że dobrze jeżdze. na szczęście się uparłem i wygrałem, inny instruktor na samym wejściu do samochodu już ją poprzestawiał na fotelu tak, że było jej dużo wygodniej (to ja się pytam co robił tamten przez 30 godzin plus 15 dodatkowych?? ) kolejne rzeczy wyszły w czasie jazdy, hamowanie pulsacyjne (latem w aucie z ABS), hamowanie od sprzęgła, przejeżdżanie skrzyżowań bez redukcji.
    pierwsze godziny to była walka ze złymi nawykami i kolejny niezdany egzamin, kolejne godziny i w końcu na egzaminie powiedzieli jej, że sobie bardzo dobrze radzi.
    Sama, żona natomiast zdziwiła się, że podczas jazdy można się tyle dowiedzieć od instruktora i nie mówię o plotach tylko o konkretach na temat jazdy.
    Dodam, że w tamtym ośrodku jeździła z 4 instruktorami i każdy wywarł takie same odczucia w stosunku do tego co prowadził kurs podstawowy.
    Wiem, że zaraz mi sie oberwie za to co ja wtedy robiłem, ja postanowiłem sie nie wtrącać bo, żona jest nerwus, więc skoro poszła do szkoły nauki jazdy to sądziłem, że trafiła dobrze.
    jeździło jej się łatwo, przyjemnie ale robiła pewne, rzeczy źle i nie była tego świadoma, bo zamiast instruktor zadbać o nauczenie to zadbał o pierwsze wrażenie i miłą atmosferę.
    Żona sama powiedziała, że tamten źle ją uczył. myliła się???

Użytkownicy, którzy czytali ten wątek: 0

Brak wyników.

Bookmarks

Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •