Witam. Jak waszym zdaniem wygląda sytuacja podczas nie wyhamowania. Teren zabudowany, dwa auta wymuszają pierwszeństwo, wyprzedzam je, bo nie jestem pewny czy wyhamuję, a tak z pędu łatwiej mi je wyprzedzić i uniknąć wjechania potocznie w tyłek komuś. Po około 40-50 metrach zaczynam hamować, żeby zwolnić (teren zabudowany). Widzę, że gość za mną idzie na lewy pas, hamuję mocno, żeby zmieścił się i wyprzedził mnie. Z naprzeciwka coś jechało, trudno określić mi jego prędkość ale wolno nie jechał. Niedawno miałem podobną sytuację i gość zaczął mnie spychać na pobocze, bo auto z naprzeciwka szybko jechało i szukał na siłę miejsca. Drugie auto za mną nie wyhamowało i uderzyło swoim prawym przednim bokiem w mój lewy tył. Przyjechała policja, gość się nie poczuwa do winy, ja też, idzie wniosek do sądu. Tamte auta jechały razem. Mówią, że gwałtownie hamowałem, prawda z naprzeciwka jechało jakieś auto, po poboczu stali ludzie, powodem mojego wystraszenia była wyżej opisana niedawno sytuacja. Gapie widzieli tylko moje gwałtowne hamowanie, wymuszenia nie widzieli. Hamowanie miało miejsce parę dobrych metrów od momentu mojego powrotu na swój prawy pas. Gość nie zachował bezpiecznej odległości, pierwsze auto jakoś mnie wyprzedziło. Przypuszczam, że linią obrony będzie moje gwałtowne hamowanie lecz powtarzam, po lekkim hamowaniu widziałem auto mijające mnie, mijał niepewnie (spore auto) droga ruchliwa, postanowiłem zrobić mu miejsce. Patrząc w lusterko tylko kantem oka widziałem z naprzeciwka samochód, nie mogłem określić ilości metrów do nas (poza tym nie wiem ile mogło jechać) Co sądzicie? Pozdrawiam